W poniedziałek 3 maja Szlakiem Piastowskim z Mogilna do Trzemeszna ścigali się zawodnicy rywalizujący na dystansie półmaratonu.

Zawodnik TKKF Płock Przemek Giżyński zajął znakomite 2-gie miejsce w klasyfikacji generalnej tego biegu.

Poniżej jego relacja z tego biegu.

Długo czekałem na start w zawodach. Mimo że sezon w pełni i forma wydawała się być na dobrym poziomie to duża ostatnio ilość obowiązków nie pozwalała mi na wyjazdy.
Ostatnio startowałem 28 marca w półmaratonie Warszawskim, którego jakoś nie chce mi się rozpamiętywać.
Wspomnę tylko że były ogromne ambicje, oczekiwania i presja na wynik a wyszło przeciętne 1:13.09

Tym razem było inaczej...

Na treningach spokojnie, żadnego niepotrzebnego "dmuchania balona" oczekiwań. Po prostu pojechać i powalczyć!
Wybór padł na półmaraton - XIX Bieg im. Jana Kilińskiego, bieg o którym myślałem już w poprzednich latach ale w końcu jechałem biegać w inne miejsca.

W Trzemesznie byłem półtorej godziny przed biegiem. Sprawne zapisy na Miejskim Stadionie i czekałem na wyjazd autokarów na start do pobliskiego Mogilna.
Pogoda była wręcz wymarzona do biegania. Około 12 stopni, od czasu "siąpił" nieśmiało deszczyk. Tak jak lubię :)

Po przyjeździe do Mogilna i krótkiej rozgrzewce okazało się że start się trochę opóźni. Po zakończeniu uroczystości przed pomnikiem Kilińskiego nastąpił start honorowy.
Po przebiegnięciu około 400 metrów stanęliśmy na linii startu ostrego i po chwili zaczęło się!

Ruszyliśmy dość mocno. Pierwszy kilometr i 97 metrów w 3:30 i utworzyła się grupa prowadząca w której na szczęście byłem obecny. Kolejny kilometr w 3:10 i zacząłem się zastanawiać czy za chwilę nie odechce mi się biec. Jeszcze 19 kilometrów do mety!

Zwolniłem do swojego tempa w jakim biega mi się najlepiej czyli 3:25/km. Maciek Łucyk, Ukrainiec Yuij Blahodir i Klaudiusz Kozłowski zaczęli się powoli oddalać...
Po 5 kilometrach biegliśmy jednak znów razem ponieważ Blahodir i Kozłowski osłabli. Wytrzymał tylko Łucyk, który biegł około 50 metrów przed nami.
Kolejne 5 km biegliśmy za Maćkiem we trzech co oznaczało, że jest nas o jednego za dużo na podium:) W pewnym momencie zorientowałem się, że nie ma już za naszymi plecami Kozłowskiego który został trochę w tyle.

Biegło mi się bardzo dobrze. Ciągle czułem zapas prędkości chociaż na zegarku wychodziło tempo 3:20/ km.
Około 13 kilometra zaczął słabnąć Blahodir. Został trochę w tyle, po kilometrze mnie doszedł, ale na następnym podbiegu trochę przyspieszyłem i został w tyle. Biegłem sam około 100 metrów za Maćkiem Łucykiem. Postanowiłem biec swoje i czekać czy może osłabnie. Gonienie go teraz na siłę mogłoby się źle skończyć. Około 18 kilometra zaczęły się mocne górki przed miastem. Dojechał do mnie sędzia na rowerze i powiedział mi, że mam minutę straty do lidera a 100 metrów za mną biegnie dwóch zawodników. Trochę mnie to zmartwiło bo łatwiej jest uciekać jednemu zawodnikowi niż grupie, ale zacisnąłem zęby i przyspieszyłem. Po chwili ten sam sędzia przekazał mi nowego news'a, że jeden z goniących mnie zawodników zszedł z trasy. Później okazało się, że był to Kozłowski.

Obejrzałem się pierwszy raz na 19 kilometrze i 300 metrów za mną nie było nikogo. Czułem się już niezagrożony, był doping kibiców, biegło się naprawdę fajnie.
Na 20 kilometrze na zegarku 1:07.59! Wspaniale! Życiówka w zasięgu ręki :) Ostatni kilometr mimo sporego podbiegu po kostce brukowej pokonałem w 3:34 i na stadionie zameldowałem się z czasem 1:11:33, który jest moim nieoficjalnym rekordem życiowym ponieważ trasa niestety nie posiada atestu.

Na mecie czekali moi teściowie którzy przyjechali specjalnie z Gniezna aby mi kibicować :) Wygrałem 2 ładne puchary i trochę gotówki.

Rezultat jaki osiągnąłem i drugie miejsce w biegu naprawdę mnie zaskoczyło. Liczyłem, że może pobiegnę około 1:13, ale silnik dziś pracował wyśmienicie i wyszło sporo lepiej niż w założeniach :) To był bardzo udany dzień :)

Najbliższe starty

Nasi partnerzy

Kontakt

 

Gdzie jesteśmy

Galeria